Sfrustrowana czym? Ano mediami spolecznymi. Nie rozumiem. Nic nie rozumiem. Ludzie lubia naprawde dziwne rzeczy.
Dobrze, nikt nie mowil, ze bedzie latwo, a grunt to sie nie poddawac. Zaczynam kolejnego bloga, tym razem po polsku. Ten tez jest po polsku, ale o nim nikt nie wie, wiec sie nie liczy. Ten blog to tak naprawde tylko moj notatnik. Kiedys bede slawna i nagle okaze sie, ze czyta go pol Polski. Haha. Taki joke. Wywleczony z glowy na sile.
Boli mnie glowa i jestem permanentnie zmeczona. Do wszystkiego sie zmuszam i wszystko jest walka. Bieganie, pisanie, rysowanie. Boje sie dnia, nie lubie niczego, tylko noca czasem odzywam i wtedy wierze, ze moje pomysly sa mozliwe do zrealizowania. Wiecej rzeczy ma sens noca.
Wyjazd do Londynu tez ma sens. Wygladam i czuje sie lepiej w Londynie. Jednoczesnie mam ochote ruszyc sie gdzies czasem. Gdzies, gdzie na przyklad jest taniej i nie trzeba martwic sie o glupie mieszkanie.
Glowa mi puchnie od popelnionych bledow.
Za duzo mam rzeczy. Nagromadzilam wszystkiego, trudno zeby nie, w koncu bylam zakupoholiczka, a to najmniejszy z moich problemow. W koncu moje zycie mialo potoczyc sie zupelnie inaczej. A teraz znowu gdzies mnie niesie. Z drugiej strony, uwielbiam ciuchy. Z trzeciej, nie zaluje niczego. Nie jestesmy najbardziej ekonomicznymi z kreatur. A juz ja nie jestem najbardziej racjonalna maszyna.
I'm blogging my life away.
No comments:
Post a Comment