Saturday, 6 December 2014

Codziennik niecodzienny

Wyglada na to, ze pisanie codziennie jest niemozliwe. Bylam przekonana, ze te kilka zdan mnie nie przerosnie, w koncu mam ambicje napisania ksiazki w tydzien. Wartosciowej ksiazki. A jednak! Dni mijaja nie wiadomo kiedy, czas ucieka, robie sie stara i brzydka i w ogole czas umierac.

Internet dziala glownie wtedy, gdy nie patrze na komputer. Zaczynam wierzyc, ze moj wzrok rozprasza fale magnetyczne, czy cos w ten desen.

Wkurwia mnie to niemilosiernie. Jest to tylko jedna kropla w oceanie rzeczy, ktore mnie wkurwiaja. Lub, mowiac grzeczniej, wyprowadzaja z rownowagi. Ale mialo byc bez cenzury, to i jest.

Blogosfera nie daje mi spac. Social media mnie przytlaczaja.
Mam jakies siedem pomyslow na blogi i kanaly youtubowe. Teraz musza tylko powstac.
Ozyjcie, pomysly!
Czasem mysle, ze jestem raczej stworzona do dyrygowania ekipa. Nic mnie tak nie interesuje jak ludzie, uczucia, sukces. No nie, w sumie interesuja mnie wiele rzeczy.

No i co, powinnam poprowadzic kazdy z tych pomyslow i zobaczyc, co dalej? Chyba nie zaszkodzi.

Obudzil mnie pan od przeciekow, pukajacy w drzwi. Jezu, piec budzikow, a ja uparcie spie. Za to wsciekle pukanie do drzwi jest tak niesamowicie denerwujace, ze nie ma wyjscia. Wtaje i otwieram. Pan przyszedl, pokiwal glowa, wyszedl. A ja zostalam sama z grzybem na scianie.

Jaki jest cel mojego tu pisania? Cos w ramach literackiego oczyszczenia, oddzielenia plewow od ziaren, chwastow, grzybow, jak to tam bylo. You get the point. Nie? No to wyjasniam. Cos na zasadzie literackiej rozgrzewki. Pisanie prosto z glowy, zeby oczyscic sie z myslotoku, wymiesc katy umyslu. Tak, by zostalo to, co najistotniejsze. Naoliwienie stawow. Cwiczenie palcow i nadgarstkow.
Przezyszczenie jelita myslowego. Wygaduje sie o pierdolach tak, by poswiecic najlepsze kawalki waznym projektom.

Brakuje mi felietonu, zawsze lubilam felieton.
Moje zycie to pisanie list i prokrastynacja.

List, nie listow.

Siedze tu w Paryzu, piekne miasto i troche mi szkoda, ze nie potrafilam skorzystac wystarczajaco z tego wspanialego miejsca. I moze dlatego, jeszcze tu slecze, bo nie che potem zalowac, tesknic. I tak bede, na pewno. Tak, jak teraz tesknie do Krakowa, do Warszawy.

Tesknie, cale zycie. I nie wiem gdzie to wszystko ucieka, staram sie korzystac z zycia, ale mam jakis taki niedosyt. Niedosyt doswiadczenia. Chcialabym miec lepsza jakosc zycia. Probowac rzeczy, potraw, muzyki, kultury, smakowac kazdy dzien. Niech kazdy dzien bedzie uroczysty, piekny. I tak juz dwadziescia pinc lat. I prawie pol.

Do dupy z tym wszystkim, zycie sie zawsze toczy gdzie indziej.

No comments:

Post a Comment