Witam serdecznie, oto blog. Blog mysli prosto z glowy, swiezej, nieskalanej. Cos w rodzaju notatnika podswiadomosci. Cos, co powinnam byla robic od kiedy nauczylam sie pisac. Bez cenzury, jak dusza moja na stole operacyjnym. Tak moze jest najlepiej. Pisac o wszystkim, uchwycic glosy w mojej glowie. Gdybym tylko mogla miec w umysle funkcje nagrywania. Byc moze wszystkie te mysli sa gdzies zapisane i kiedys ktos znajdzie metode, by wyjac z mozgu twardy dysk i odtworzyc na ipodzie dialog wewnetrzny calego naszego zycia. To musi gdzies byc, prawda? Przeciez tyle pamietamy.
I gdyby zdjecia mozna bylo robic mrugnieciem oczu. Pewnie jestem nie na biezaco i cos takiego juz powstaje.
Moje zycie odmierzane jest kolejnymi kubkami z kawa. Lub herbata. Kreatywnosc w plynie. Jakbym dolewala sobie duszy, ktora ucieka jakims lufcikiem.
Czuje sie bardzo stara. Niezbyt jeszcze madra, ale juz stara. Czuje, ze moje mysli pachna starym obrusem i melancholia. Bardzo chcialabym wiedziec, jaki to jest zapach melancholii
Ciezko mi. Nigdy nie wiem, ktory demon obudzi sie wraz ze mna nastepnego dnia. problemy psychiczne wydaja sie rzecza tak powszechna w dzisiejszych czasach, ze nie czuje sie juz blogo usprawiedliwiona z nierobienia waznych rzeczy.
Gdy mialam piec lat, wiedzialam, ze napisze ksiazke. 20 lat pozniej, ksiazki ciagle nie ma. W miedzyczasie przytrafilo mi sie zycie. Nazywam to zbieraniem materialu na ksiazke.
Mieszkalam w czterech krajach. Czasem chcialabym zniknac i zaczac wszystko od nowa, w zupelnie innym miejscu. Ale o ile mozna uciec od ludzi, kraju, kultury, nie mozna uciec od samego siebie i lekcji, ktore musimy przerobic dla wlasnego samorozwoju.
Chcialabym, zeby ludzie wiedzieli, kim jestem. Chcialabym, zeby moje bledy i doswiadczenia inspirowaly innych, zeby dzieki mojej wiedzy inni stawali sie w jakis sposob lepsi. Chcialabym moc zaopiekowac sie moja rodzina i moze znalezc w koncu kogos, z kim moglabym dzielic piekno swiata.
Kocham Paryz. Francuzow mniej. Piekno, sztuka, historia, ale nie, nie, na co dzien to wcale nie tak wyglada. Brud, bylejakosc, brak kultury i jakies nerwowe napiecie. Potrzebuje zmiany, ale wiem, ze jeszcze zatesknie. Troche inaczej juz podchodze do zmian, to juz nie ten wiek, chce czegos wiecej, chce budowac, nie tylko doswiadczac i obserwowac. Boje sie sromotnej kleski. Zawsze sie balam.
Kocham Londyn. Tam wszystko tak pedzi, motywacje czuje sie w powietrzu. I chmury takie inne i deszcz niestraszny. Chocby nie wiem jak by pizgalo, Londyn daje mi wiecej nadziei niz Paryz. Maja tez ladniejsze swiatelka na swieta.
A czasem sobie mysle, jak bardzo kocham te moja Polske. Nigdy nie ucieklam, to byl wybor. Tylko, ze teraz, jakbym miala wracac, chcialabym wrocic z tarcza, nie jak zdechle truchlo na tarczy. Nie wiem, czy bylabym w stanie zaczynac od zera w mojej kochanej ojczyznie. Gdziekolwiek na swiecie bylam, nigdzie nie pachnialo, jak u mojej babci w kuchni.
I szkoda, ze wszystko musi kiedys przeminac. Wygodnie byloby wierzyc, ze kazdy ma swoje niebo. I moim niebem byloby dziecinstwo. Przepelnione marzeniami, natchnione wyobraznia, pachnace i kolorowe.